Dzień 17 ksiądz rodak
Trieben – Möderbrugg [27 km]
Wczorajszy wieczór spędziłem z Simonem i jego rodzicami. Drewniany dom z duszą, skrzypiącymi schodami i mnóstwem starych zdjęć. Na dworze pod schodami drugi prysznic. Na zewnątrz 10 stopni, z rur leci prawie wrzątek, kątem oka widzę przez zasłonkę ludzi idących chodnikiem, a drugim kątem oka spoglądam na alpejskie szczyty. No dobra. Była mgła i Alpy były prawie niewidoczne, ale przy sprzyjających warunkach tak właśnie by było 🙂 Potem przyjemne posiedzenie w kuchni. Za oknami ciemno, na stole domowa pizza, a nad stołem nisko zawieszona lampa i dzielenie się opowieściami. Zima musi tu być niesamowicie urokliwa. Rano na zewnątrz 8 stopni, ale już dosłownie po 3 minutach zmieniam softshell na wiatrówkę. Podejście jest naprawdę ostre. Dobrze że tylko 3 kilometry stromego podejścia. Przez następnych 6 km, droga idzie w górę, ale momentami jest to prawie niewyczuwalne. W każdym razie w południe najtrudniejszy odcinek miałem już za sobą. Potem przyjemne 18 km zejścia długą doliną. W pochmurny dzień i we mgle robiło to wrażenie. W tym momencie mogę sobie tylko wyobrazić jakie widoki będą w sobotę gdy znów ma być pogoda 🙂 Dziś mam nocleg dzięki uprzejmości księdza Grzegorza, który jest na parafii w Moderbrugg. Mimo że wczoraj z samego rana wylatywał na pielgrzymkę do Rzymu, to dzień wcześniej szybko zareagował, znalazł mi sympatyczne lokum, zostawił informację o moim przybyciu tutejszym a mi wskazówki jak dojść i do kogo się zgłosić. Pani, która mi otworzyła mówiła tylko po niemiecku. A dużo mówiła. Ważna jest znajomość języków, ale nie sposób znać je wszystkie. Grunt to znać kogoś, kto zna język kraju w którym jesteś 🙂 Krótki telefon do Polski i wszystko jasne. Na plebani jestem sam, więc czas na małe porządki i przygotowanie na dalszą drogę. Jeszcze z 10 dni i będzie bliżej jak dalej 🙂
///
Yesterday evening I spent with Simon and his parents. A wooden house with a soul, creaky stairs and lots of old photographs. There is one more shower outside. 10 degrees, almost boiling water is flowing from the pipes. Out of the corner of my one eye I see people going down a street and out of the corner of me second eye I look at the Alps. Well, ok, there was a fog, and I hardly saw mountains 🙂 Later we had a very relaxing and friendly time in the kitchen. Behind the window is dark, there is an appetizing pizza on a table and we share our stories. A Winter must be here amazing. In the morning there is only 8 degrees, but after just 3 minutes I change a softshell for a windbreaker. The approach is quite hard. Good that only 3km, next 6 km the road is still going up, but not so steeply. Anyway, in the midday I was through the most difficult part. After that – undemanding 18 km of descent inside a long valley. In a cloudy and foggy day it was really impressive. At the moment I can only imagine how it will be beautiful on Saturday, when it should be better weather.
I have a place to sleep thanks Polish priest Gregory, who has a parish in Moderbrugg. Although yesterday in the early morning he left Austria and set off on a pilgrimage to Rome, one day before he answered immediately, found me a nice place to stay, left some information about my arrival townspeople, and gave me some clues what to do after reaching my destination. A woman opened the door, but she talked only German. And she talked a lot… It`s important to know foreign languages, but more important is to know people who know a language of the country where are you staying in 🙂 Short call to Poland and everything is clear. I am alone on a presbytery, so it`s good time to cleaning in my rucksack and prepare myself to the way. Ten days more and it will be closer than further 🙂
Dzień dobry bardzo. Ja to Paweł, a ona to Iza. Witamy Cię na naszej stronie. Jesteśmy w miarę normalną parą, poza tym że nie zgadzamy się z przyjętą przez większość definicją normalności, a wręcz się przeciwko niej buntujemy. Wierzymy w to, że życie nie sprowadza się jedynie do bezsensownej konsumpcji, a do szczęścia nie jest nam potrzebny nowy ajffon. Wierzymy w życie z pasją, pełne aktywności, pokonywanie własnych słabości, a przede wszystkim wierzymy w Boga. Dzięki jego opiece i ciężkiej pracy conajmniej raz w roku możemy się wyrwać z pułapki normalności. Na tydzień, miesiąc, czy dwa. Stopem, rowerem, pieszo albo samochodem. Nie musi to być wcale daleko. Życie ma smak i zapiera dech w piersiach nawet w „naszych” Karkonoszach. Wystarczy wziąć plecak, zmienić tryb na offline, wyciszyć telefon i wyjść z domu. Przed nami miesiąc w Albanii. Rodzina i przyjaciele przyzwyczaili się już, że będąc gdzieś dalej piszemy dla nich jakąś krótką relację. Tak będzie i tym razem. Zapraszamy do wspólnej podróży.
![]()