2013---GSS

GSS czyli Główny Szlak Sudecki. To drugi najdłuższy po Głównym Szlaku Beskidzkim szlak w polskich górach. Na przestrzeni lat przebieg szlaku ulegał pewnym modyfikacjom. Obecnie rozpoczyna się wŚwieradowie-Zdroju, prowadzi przez Góry Izerskie (Wysoka Kopa, Wysoki Kamień) do Szklarskiej Poręby, następnie przez Karkonosze (Wodospad Kamieńczyka, Wielki Szyszak, Przełęcz pod Śnieżką) do Karpacza; kolejnymi etapami są Rudawy Janowickie (Skalnik) do Krzeszowa, Góry Kamienne i Góry Czarne do Jedliny-Zdroju; Góry Sowie (Wielka Sowa), Przełęcz Srebrna oddzielająca je od Gór Bardzkich. Dalej, interesującą miejscowością na szlaku są Wambierzyce, skąd trasa prowadzi w Góry Stołowe (Skalne Grzyby, Błędne Skały) i do sudeckich uzdrowisk: Kudowy-Zdroju, Dusznik-Zdroju; dalej: Góry Orlickie, Bystrzyckie, Wodospad Wilczki, Masyw Śnieżnika, Krowiarki, Lądek-Zdrój, Góry Złote do Paczkowa (gdzie przez wiele lat kończył się na dworcu PKP) i dalej przez Kałków, Głuchołazy, Góry Opawskie do Prudnika[1]. Szlak omija kilka ważnych sudeckich punktów, w tym szczyty: Śnieżki oraz Śnieżnika.

 Tyle z oficjalnych informacji. Lubię chodzić, lubię góry, dopóki mieszkam w tych stronach postanowiłem bliżej je poznać. To była zupełnie inna droga niż Camino. Gdy ruszałem z dworca PKP w Prudniku przyszła mi do głowy myśl po co mi te wszystkie ciepłe ubrania, było chyba z 10 stopni na plusie, świeciło słońce. Po godzinie zaczął padać śnieg z deszczem a na Biskupiej Kopie było już minus 10. Tak jak w Portugali spotkałem wielu fajnych ludzi, wspomnę tylko dwie.

Pierwszą noc miałem spędzić w Głuchołazach. Gdy dotarłem na nocleg okazało się że właściciel zapomniał o rezerwacji i nie ma go w domu. Po 20 minutach czekania na zewnątrz przyjechał po mnie ktoś kto prowadził agroturystykę gdzieś koło Głuchołaz. Wszystko było super ale nie zdążyłem zrobić zakupów na śniadanie. Rano ruszam przy minus 6 stopniach. Po drodze nie miałem żadnego baru, zakupy zrobiłem w sklepie, ale śniadania gdzieś na zimnej ławce nie pociągało mnie. Postanowiłem iść dalej. Gdy już wychodziłem z miejscowości, przed sobą miałem kilka kilometrów drogi przez otwarte pola, wstąpiłem do jakiegoś domku i zapytałem czy można się ogrzać. Gospodyni zaproponowała herbatę i po chwili fasolkę po bretońsku.  Najlepsze są prezenty których się kompletnie nie spodziewasz. Takich ciepłych ludzi było wielu. Nie chodzi o to że cały czas gdzieś chodziłem po domach i czekałem aż ktoś da mi coś do jedzeniaJ, fajnych ludzi można spotkać wszędzie wystarczy być otwartym . Pani w sklepie w Ścinawce Średniej, rowerzysta gdzieś  po drodze, kelnerka w małym barze w Wambierzycach, Asia z którą wróciłem stopem ze Świeradowa do Szklarskiej Poręby czy ratownik GOPR który w czasie zamieci na drodze ze Śnieżki na Szrenicę podjechał do mnie na skuterze, chwile porozmawiał i życzył powodzenia. To wszystko zostaje w człowieku na długi czas.