Camino-Portugalskie---2012

Po udanej wyprawie Żukiem dookoła Polski, w roku 2012 postanowiliśmy wyruszyć  Żukiem dookoła Bałkanów. W trakcie przygotować uświadomiłem sobie że największa zaleta projektów zespołowych – nie jesteś w nich sam, jest ich największą wadą – nie wszystko zależy od Ciebie. Gdy więc spostrzegłem  że możemy nie zdążyć z przygotowaniami, zacząłem przygotowania do planu B. Wymyślenie go nie było trudne, kiedyś czytałem Pielgrzyma Paulo Coelho i pomysł wędrówki do Santiago de Compostela powracał od czasu do czasu w mojej głowie. Po wielu godzinach spędzonych na czytaniu forów i przewodników, wybrałem wtedy jeszcze mało popularną Drogę Portugalską, która startuje ze schodów katedry w Lizbonie. Do tego taką wisienką na torcie miał być start samego południa Portugalii, Przylądka Św. Wincentego – najdalej na południowy zachód wysuniętego punktu Europy. Dlaczego Camino Portugalskie. Mała popularność przekłada się na mniejszą liczbę pielgrzymów, nie ma na niej wyścigu szczurów między schroniskami który ma miejsce w sezonie na drodze francuskiej. Jeżeli chcesz znaleźć miejsce w schronisku musisz ruszać o 4 czy 5 nad ranem. To nie było dla mnie. Kolejnym argumentem był element niewiadomej. Mniej infrastruktury nie pozwala do końca zaplanować wszystkiego, a to siłą rzeczy uczy zaufania i otwartości. Ruszając miałem wydrukowane przewodniki Macieja Ratajczyka ze strony www.caminodesantiago.pl które służyły i sprawdziły się jako źródło informacji o drodze, noclegach, atrakcjach, barach, sklepach czyli wszystkim czego potrzebowałem.

Ostatnim elementem dla którego wybrałem Portugalię była pogoda. Koniec września na południu Portugalii to pogodowo środek naszych wakacji.

Tak to właśnie było. W wielu publikacjach można znaleźć informację że Camino zmienia ludzi. Wielu takich których Camino zmieniło poznałem po drodze. Chociażby parę Belgów którzy ruszyli z progu własnego domu, przeszli ponad 2000km z siedmiomiesięczna córką i po dwóch latach od powrotu zdecydowali o całkowitej zmianie swojego życia. Wynajęli swój dom, kupili campera i od dwóch lat, teraz już z dwójką dzieci podróżują po świecie. Dla mnie największą zmianą było wyrwanie się z pułapki bezsensownej konsumpcji. Na południu Portugalii widziałem inne życie niż u nas w Polsce. Pierwszy samochód który miał ksenonowe światła zobaczyłem po tygodniu, bardzo mało nowych samochodów, bardzo wiele samochodów 20, 30 letnich które znam z telewizji a niektóre modele Citronenów, Peugotów czy Renault których nie widziałem nigdy w życiu. W zamian za to widziałem mnóstwo uśmiechniętych ludzi, ludzi którzy nie musza pracować na te wszystkie gadżety mają czas na to żeby żyć. Być z rodziną, z dziećmi, przyjaciółmi czy sąsiadami. Uśmiechnięci, zadowoleni, otwarci. Po powrocie z Portugalii wiedziałem co chcę robić w przyszłym roku. Chcę iść do Rzymu. Tym razem z progu własnego domu.