2014---Szklarska-Poręba---Jerozolima

Jak już człowiek był w Santiago de Compostela i w Rzymie to pomysł na następną wyprawę jest oczywista oczywistością J. Tak też było w moim przypadku.

Kierunek Jerozolima, oczywiście z progu własnego domu. Z jednej strony nie miałem 3 miesięcy wolnego żeby wybrać się na pieszą wędrówkę, z drugiej strony  wyprawa rowerowa od dłuższego czasu chodziła mi po głowie. Do czasu rozpoczęcia przygotowań moje roczne przebiegi to było jakieś 200 km w sezonie, z czego maksymalny dystans dzienny to 50km. Nie miałem więc w zasadzie większego wyboru, pozostało się  tylko przygotować.

Kondycyjnie i sprzętowo. Jak to się robi. Po prostu trzeba wsiąść na rower. . Tyłek bolał ale tylko przez kilka dni. Wow, ale byłem z siebie dumny jak w pierwszym tygodniu przejechałem  300km. Potem zaczęła przychodzić poprawa formy. Gdy przesiadłem się ze swojego starego górala na nowy rower krosowy poczułem się jakbym dostał skrzydeł. Równolegle do pracy nad formą powstawał plan trasy. Bardzo ambitny, mieliśmy jechać przez Słowenię, Chorwację, Czarnogórę , ale po przejechaniu czeskich Karkonoszy doszedłem do wniosku że to chyba nie jest dobry pomysł, nie ta kondycja tak więc już po kilku dniach trasa doczekała się pierwszej modyfikacji. Kolejna modyfikacja czekała mnie w Turcji. Gdy byłem już bliżej prognoza pogody mówiły o temperaturze około zera i możliwych opadach śniegu w górach a nie po to człowiek jedzie w październiku do Turcji żeby tam marznąć. Zdecydowałem się na wariant nadmorski i to był naprawdę dobry pomysł.