Menu

Dzień 35 iść, ciągle iść…

Porto Garibaldi – Ravenna [35,5 km]

Nic dziwnego że mężczyźni nie lubią zakupów. Kobietom bo takich przeprawach chyba by się odechciało. Mnie wczorajsze dobiły. Pierwsza osoba powiedziała mi że mam do sklepu 1 km, druga że 6… spora różnica po przejściu 31 km. Okazało się tak jak wczoraj już wspomniałem, że w jedną stronę miałem 3km. Suma sumarum, po powrocie padłem. Rano opuszczam krainę setek kanałów. Krainę wiecznej wilgoci, szczurów, komarów i zapachów. To pierwszy dzień we Włoszech, gdy błękit nieba i słoneczko było już od 9 rano. Jeszcze 3 tak słoneczne dni i będę murzynem. A dzisiejsze miasto do którego dotarłem? Rawenna jak Rawenna 🙂 Największe wrażenie zrobił na mnie supermarket 🙂 Dziś nie było po drodze żadnego sklepu i przez ostatnie kilometry marzyłem o butelce zimnej wody. No, generalnie o zimnej butelce 🙂 Dziś nocleg na couch, mam nadzieję że będzie pralka 🙂

///

Nothing strange that men don`t like shopping. After such expedition even women could hate it. I was exhausted after them yesterday. First person told me that a shop will be after 1 km, the second one that after 6… huge difference, taking into account the fact that this day I had already gone 31 km. it turned, as I mentioned yesterday that it was 3 km in one way. Generally, when I came back I was dead tired. In the morning I`m leaving a land of canals. A land of perpetual rats, humidity, mosquitoes and smells. It is a first day in Italy when there is a blue sky and sun is shining since 9 in the morning. Three sunny days more and I will look like a Black. And a town where I`m staying for tonight? Ravenna like Ravenna 🙂 I was the mostly impressed with a supermarket. Today I had no shop on my way, so during last few kilometers I was dreaming about a cold bottle of water. well, generally about a cold bottle 🙂 Today I have an accommodation thanks couchsurfing, I hope that there will be a washing machine 🙂

O Nas

Dzień dobry bardzo. Ja to Paweł, a ona to Iza. Witamy Cię na naszej stronie. Jesteśmy w miarę normalną parą, poza tym że nie zgadzamy się z przyjętą przez większość definicją normalności, a wręcz się przeciwko niej buntujemy. Wierzymy w to, że życie nie sprowadza się jedynie do bezsensownej konsumpcji, a do szczęścia nie jest nam potrzebny nowy ajffon. Wierzymy w życie z pasją, pełne aktywności, pokonywanie własnych słabości, a przede wszystkim wierzymy w Boga. Dzięki jego opiece i ciężkiej pracy conajmniej raz w roku możemy się wyrwać z pułapki normalności. Na tydzień, miesiąc, czy dwa. Stopem, rowerem, pieszo albo samochodem. Nie musi to być wcale daleko. Życie ma smak i zapiera dech w piersiach nawet w „naszych” Karkonoszach. Wystarczy wziąć plecak, zmienić tryb na offline, wyciszyć telefon i wyjść z domu. Przed nami miesiąc w Albanii. Rodzina i przyjaciele przyzwyczaili się już, że będąc gdzieś dalej piszemy dla nich jakąś krótką relację. Tak będzie i tym razem. Zapraszamy do wspólnej podróży.