Nie specjalnie jest o czym pisać. Dzień kiedy idziesz powyżej 30 km to prawie jak etat. Wstajesz jak jeszcze jest ciemno i idziesz spać jak już jest ciemno. Dzień jak co dzień. No może poza tym, że dziś według wstępnych wyliczeń, pękło 1000 km i że to był przedostatni dzień przed Santiago. Do albergue w Teo dotarliśmy przed 20. Do końca nie byliśmy pewni czy będzie miejsce i gdzieś z tyłu głowy była myśl, że jak będzie komplet to trzeba będzie iść do Santiago, ale było jeszcze sporo wolnych miejsc. Mam wrażenie, że wzrost popularności camino już zaczyna wychodzic bokiem tej idei. Po 22 na 20 pare osób w alberque, jest tylko 5 łącznie z nami. Ostatnia para wraca do pokoju przed 3. Masakra. Wczoraj w alberque trafiłem wpis Polaków sprzed kilku dni, o grupie chlejących do rana wodę Hiszpanów. Tak więc chyba te ostatnie 100 km, bo tyle wystarczy przejść żeby otrzymać compostelke, przyciąga też grupy którzy są tutaj nie ze względu na Drogę. Tak więc Dzięki Bogu za pierwsze 900km.

Share Button