Pobudka 8.30. Na tym wyjeździe jeszcze tak długo nie spaliśmy :), za oknem ustało bębnienie w parapet, jest nadzieja. Ruszamy na szlak który stanowi dopełnienie Camino, drogę pełną magii i nie wiadomo jeszcze czego, takie przynajmniej informacje można o niej znaleźć w różnych publikacjach i po dojściu do Negreira, muszę stwierdzić z pewnym rozczarowaniem że nic z tych rzeczy nie widziałem. Spora część wiedzie asfaltem więc były samochody, trzeba już ogrzewać domy, więc co ‚sprytniejsi’ palą plastiki, zawsze to trochę taniej, tak więc trochę śmierdziało i było mnóstwo ludzi. Co najmniej 10 może 15 osób pytałem jaką drogą przyszli i zawsze padała odpowiedź camino francuskie. Mimo w miarę dobrej pogody nikt nie odpoczywał, oby szybciej do albergue jeszcze zabraknie miejsc. Miałem wrażenie że to jakiś wyścig. Jak dobrze że nie chcieliśmy spać w albergue municypalnym (państwowym), więc nie musieliśmy w tym wyścigu uczestniczyć. Po pierwszym dniu muszę stwierdzić, że każdy szlak w Karkonoszach jest bardziej atrakcyjny od tego co dziś było i o ile mogę bez konca chodzić w śnieżne kotły czy do Chatki Gorzystów, to szlak na Fisterre przypomina drogę nad Morskie Oko. Raz w życiu wystarczy. Generalnie o 15 lądujemy w fajnym albergue, 50 m w przeciwną stronę niż Camino. Łącznie z nami jest 7 osob. Kameralnie ale…. To już zupełnie inna historia.

Share Button