Wręcz niesamowite jest to jak inaczej wygląda świat, gdy masz do czynienia z normalntmi ludźmi. Pełna sala. 16 osób USA, Iran, UK, Szwajcaria, Polska. Żadnych Hiszpanów i żadnych przedstawicieli rasy panów. Cisza spokój wzajemny szacunek. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Rano miałem nadzieje na to, że w końcu zobaczymy coś magicznego. Po 6 zaczęły być słyszalne dziwne dźwięki. Nie mogłem ich rozpoznać od razu, dopiero po wyjściu zagadka się wyjaśniła. Sąsiad dojarkę uruchomił. Po mniej więcej 6 km, idziemy już w małym peletonie na pozycji 5 i 6. Z tyłu widzimy kolejnych zawodników. Gdy dochodzimy do rozwidlenia szlaków na Fisterre i na Muxie, wszystko sie zmienia, większość wędrowców skręca w kierunku Fisterry i tym sposobem wychodzimy na prowadzenie. W Dumbrii przerwa na kawę i postępujemy zgodnie z radą jednego z pielgrzymów BARDZO WAŻNE żeby wziąć pieczątkę z Dumbrii, bo nie dostanie się certyfikatu w Muxii. Na końcówce marszu zupełnie nie mamy sił, wręcz zmuszamy się żeby wyjść z baru i po prostu odliczamy km do końca. Ostatnie 20 km w deszczu i jesteśmy. Muxia to bardzo malutkie pięknie położone miasteczko. Po zostawieniu bagaży w nowoczesnyn przestronnyn albergue, idziemy na 15 minutowy spacer, kilka zdjęć, zakupy i można zaszyć się ciepłym schronisku.

Share Button