Menu

Dzień 19 Belvi Meana Sardo 25 km

Poranek zaczynamy z gwiazdami, ale gdy kończymy kawę, po gwiazdach już nie ma śladu. Niebo przykryły chmury. Po 3 km od startu na horyzoncie widzimy Belvi, a nad nim deszczowe chmury zbliżające się w naszym kierunku. To dało nam czas na przygotowanie się i już po chwili idziemy w deszczu. Gdy pomyślę o tym, że przedwczoraj w górach były chmury i wieczorem deszcz, wczoraj nie tylko nie było chmur, ale nawet na 1800 m n.p.m. nie było najmniejszego podmuchu wiatru, a teraz znów pada i gór w ogóle nie widać, to przychodzi mi do głowy tylko jedna myśl: Wszystko pięknie Pan uczynił w swoim czasie. Dziś czujemy się jak w domu, w Szklarskiej Porębie. Pada, na drodze liście, zimno, aż nie chce się wychodzić na zewnątrz. Dobrze, że ma się to szybko zmienić i rzeczywiście się zmiemia. Po godzinie spędzonej w mieście, po deszczu nie ma już śladu. Jest to o tyle fajne, że dziś w Belvi jest festyn z okazji jesieni. W tym czasie są one organizowane w wielu miasteczkach w Sardynii. To taki nasz jarmark na którym można spróbować i kupić lokalne wyroby. Trzeba powiedzieć – to jest pyszne. Zwłaszcza torrone, słodycze, znane również w innych częściach Włoch, produkowane z białek jaj, cukru, miodu i wszelkiego rodzaju orzechów. Występują w dwóch wersjach: miękkiej i twardej. Można jeść bez końca. Muzyka, nastrój, uśmiechnięci ludzie, zapach jedzenia, chętnie zostalibyśmy tutaj, ale że w samym miasteczku nie ma noclegów, to chcąc nie chcąc idziemy dalej. W Belvi wchodzimy na trasę nieczynnej od ok 20 lat linii kolejowej do Cagliari. Idąc torami, przechodzimy przez prawie kilometrowy tunel i conajmniej kilkanaście potężnych wiaduktów. Widzimy pozostałości infrastruktury kolejowej, od lat nieużywane budynki kolejowe. W jednym przez okno widzę kalendarz z 1997. Pamiętasz co wtedy robiłaś/robiłeś? Idąc tak przez 15 km i obesrwując ślady dawnego życia można sobie wyobrażać ludzi którzy tu mieszkali, pracowali, dojeżdzali do pracy. Dziś wszystko to jest już dawno przebrzmiałą melodią. Bardzo mi się podobał ten odcinek mimo że prędkość spadła do 3 km/h. Dziś nocleg w Bed and Brekfast w Meana Sardo. Dobrze od czasu do czasu dać starym kościom odpocząć😁.

O Nas

Dzień dobry bardzo. Ja to Paweł, a ona to Iza. Witamy Cię na naszej stronie. Jesteśmy w miarę normalną parą, poza tym że nie zgadzamy się z przyjętą przez większość definicją normalności, a wręcz się przeciwko niej buntujemy. Wierzymy w to, że życie nie sprowadza się jedynie do bezsensownej konsumpcji, a do szczęścia nie jest nam potrzebny nowy ajffon. Wierzymy w życie z pasją, pełne aktywności, pokonywanie własnych słabości, a przede wszystkim wierzymy w Boga. Dzięki jego opiece i ciężkiej pracy conajmniej raz w roku możemy się wyrwać z pułapki normalności. Na tydzień, miesiąc, czy dwa. Stopem, rowerem, pieszo albo samochodem. Nie musi to być wcale daleko. Życie ma smak i zapiera dech w piersiach nawet w „naszych” Karkonoszach. Wystarczy wziąć plecak, zmienić tryb na offline, wyciszyć telefon i wyjść z domu. Przed nami miesiąc w Albanii. Rodzina i przyjaciele przyzwyczaili się już, że będąc gdzieś dalej piszemy dla nich jakąś krótką relację. Tak będzie i tym razem. Zapraszamy do wspólnej podróży.